Ci z Was, którzy obserwują mojego Facebooka lub konto na Instagramie wiedzą, że kilka miesięcy temu zaczęłam swoją przygodę ze wspinaczką na „ściance” i boulderingiem. Początki były baaaaardzo trudne, bo nieustannie towarzyszył mi strach, lęk wysokości i obawy, że coś mi się stanie, gdy spadnę.
Mimo tego strachu, wspinanie bardzo mi się spodobało (jest to w końcu świetny trening), widziałam w tym coś co może mi się przydać w ukochanych górach, a przy okazji walkę ze swoimi słabościami i lękami.  Każdy maleńki krok do przodu, kolejny chwyt do góry były dla mnie ogromnych sukcesem i powodem do dumy. Ktoś kto nie ma takich problemów nigdy tego nie zrozumie, nie zrozumie ani strachu ani radości z jego przełamania.
Oczywiście nie będę ukrywać, że były same sukcesy. Zdarzało się, że najzwyczajniej w świecie paraliżował mnie strach, nie potrafiłam wykorzystać swoich wcześniej zdobytych umiejętności, ciało stawało się sztywne jak kawał drewna. Dodatkowo byłam świadoma tego, że panikuję, że mi nie idzie, widziałam spojrzenia innych, gdy dopadało mnie w banalnych do przejścia miejscach i po prostu, było mi wstyd 🙁
   Tak się jednak składa, że bywam cholernie uparta i chyba nie byłabym sobą , gdybym się poddała. Na przekór swoim strachom i każdemu „nie dasz rady” postanowiłam iść dalej i spróbować wspinania w skałach.
grunt to pozytywne nastawienie i poczucie humoru
    Pomyślałam, że nauczę się solidnych podstaw, tak aby mieć więcej odwagi do samodzielnych prób. Zdecydowałam się iść na kurs w Akademii Wspinania Climb2Change. Profil szkoły bserwowałam od jakiegoś czasu na Instagramie i bez owijania w bawełnę- wydali mi się profesjonalni, a przy tym bardzo sympatyczni. Podczas rozmowy telefonicznej, Pola (właścicielka szkoły i instruktorka) uspokoiła mnie i zapewniła, że na kursie będę mogła spokojnie uczyć się i iść do przodu,  zgodnie z tym jakie są moje możliwości i samopoczucie. Oczywiście dalej trochę się bałam, ale mimo tego zapisałam na 6 dniowy kurs.
     Nie będę bardzo mocno wchodzić w szczegóły, ale przedstawię Wam najważniejsze elementy takiego kursu i moje odczucia co do tego.
Zaczynamy od podstaw: jak przygotować się do wspinania, żeby było bezpieczne, jak zakładać uprząż, wiązać linę, jak dbać o sprzęt, foto: Climb2Change
      Na samym początku trzeba nauczyć się podstaw- czyli jak założyć uprząż, jak zawiązać linę, jak asekurować partnera, jak prawidłowo korzystać i dbać o sprzęt.  Na początek wspina się z górną asekuracją czy na tzw. wędkę.
Do tego momentu większość rzeczy była mi znana ze „ścianki”. Bałam się jednak bardzo, że wspinanie w skałach mnie przerazi i nie zrobię kroku. Odpadnięcie w przypadku wspinania na wędkę nie jest oczywiście przyjemne, ale nie spada się jakoś bardzo w dół tylko po prostu zawisa na linie i już. Mimo tego bałam się bardzo i pierwsze kroki w skałach robiłam na miękkich nogach. Chwilę zajęło mi oswojenie z wysokością, ale piękna pogoda i widoki zrobiły swoje. Przełamałam się i w zasadzie odbyło się bez większej paniki 🙂
Jedna z podstawowych umiejętności bez której dalej ani rusz- wiązanie tzw ósemki 🙂 foto: Climb2Change
poprawna asekuracja wymaga obserwowania partnera i czujności , foto Climb2Change

W dalszym etapie na kursie poznaje się sposób wspinania się dolną asekuracją. Wspinacz wchodzi do góry prowadząc przywiązaną do siebie linę, którą zaczepia na punktach asekuracyjnych, i cały czas jest asekurowany  przez osobę na dole.  Pierwszy etap nauki takiego wspinania to wspinanie sportowe czyli przy użyciu gotowych, przytwierdzonych do ściany punktów.

Gdyby dwa lata temu ktokolwiek powiedział mi , będę się wspinać w skałach i że poprowadzę drogę nie uwierzyłabym w to za żadne skarby! foto: Climb2Change

na stanowisku przewiązuje uważnie linę tak, aby partner na dole mógł mnie opuścić , foto: Climb2Change

gotowe! teraz czas na dół (ta niesamowita radość gdy przełamiesz swoje lęki i osiągniesz sukces!), foto: Climb2Change

Następnie uczyłam się wspinać  na własnej asekuracji czyli zakładając w najróżniejszych szczelinach i innych formacjach, własnych punktów asekuracyjnych ze specjalnie do tego przystosowanego sprzętu. W przypadku odpadnięcia od ściany spada się tyle ile się weszło powyżej ostatniego założonego punktu i jeszcze trochę (lina nigdy nie jest idealnie napięta). Tego bałam i boję się panicznie i nie sądziłam, że kiedykolwiek się odważę.

Ale odważyłam się! Spróbowałam na bardzo prostej drodze, gdzie praktycznie cały czas miałam dobre chwyty i stopnie na nogi. Przełamałam lęk i udało się! Poprowadziłam drogi zarówno na sportowo jak i na własnej asekuracji!
a tyle sprzętu nosi się na sobie do zakładania własnej asekuracji
pierwsze kroki na własnej asekuracji, w szczeliny skalne zakładam specjalne „narzędzia” w które będę mogła wpiąć linę, sama dobieram odpowiedni sprzęt, miejsce zamontowania oraz jego sposób. Nad poprawnym wykonywaniem wszystkich czynności czuwa instruktor
foto: Climb2Change
pierwsze kroki pod czujnym okiem insruktora
    Dalsza część to wspinanie w zespole, czyli sytuacja, gdy partner nie tylko asekuruje wspinacza stojąc na dole, ale dołącza do niego we wspinaczce. Wymaga to kolejnych umiejętności, m.in budowania stanowisk czy asekuracji ze stanowiska. Wspinanie w zespole umożliwia wspinanie na tzw.drogach wielowyciągowych, co jest kolejnym punktem na kursie. Drogi wielowyciągowe to takie, na których nie ma możliwości wejścia i zjazdu na jednej linie, bo są po prostu długie (wysokie :-)).
tym razem na jedną drogę wyruszała całą nasza trójka, po kolei zmienialiśmy się na prowadzeniu i docelowo cały zespół spotykał się na stanowisku  u góry, foto: Climb2Change
przygotowania do wspinaczki w zespole, foto: Climb2Change

podążam za partnerami z zespołu, idąc jako druga przepinam linę przez założone wcześniej na punktach asekuracyjnych ekspresy, kolega z zespołu asekuruje mnie wisząc na stanowisku u góry, foto: Climb2Change
jeszcze chwila i będę na stanowisku , foto: Climb2Change

a teraz czas na przyjemny zjazd na dół, w tym przypadku nie jestem opuszczana przez partnera ale samodzielnie zjeżdżam na linie. Foto: Climb2Change

We wspinaczce wielowyciągowej konieczne jest korzystanie z pośrednich stanowisk na których można  zrobić sobie przesiadkę- przewiązać linę i kontynuować wejście. Oczywiście zjazd również wymaga takich przesiadek. Budowanie stanowisk, nauka przewiązywania liny i zjazdy oraz wychodzenie z trudnych sytuacji są także szczegółowo omawiane i ćwiczone.
zrzut liny ze stanowiska pośredniego i zaraz kolejny zjazd
foto: Climb2Change
prawie gotowa do zjazdu na dół
   Istotny element kursu to nauka autoratownictwa- wychodzenia z trudnych sytuacji awaryjnych oraz pomoc partnerowi, gdy ten wpadnie w tarapaty.
Instruktorzy Pola i Darek czuwają nad kursantami, odpowiadają na wszystkie pytania i cały czas pomagają, tak aby od razu wyrobić u nich poprawne nawyki. foto: Climb2Change

Podsumowanie:

  • drogi wspinaczkowe mają bardzo zróżnicowane stopnie trudności i każdy może znaleźć coś dla siebie
  • na początku można zaczynać od bardzo prostych dróg ( i naprawdę takie też istnieją!) i stopniować trudności
  • wspinanie w skałach jest o niebo przyjemniejsze niż na „ściance”. Jesteśmy na łonie natury, otaczają nas piękne widoki- wspinanie staje się wspaniałym sposobem na spędzanie wolnego czasu
  • wspinanie na skale różni się bardzo od tego na ściance. Na ściance mamy konkretnie wytyczone chwyty i stopnie, na skale możemy korzystać z wszystkiego co nam ta skała zaoferuje 🙂
  • każdy może się wspinać 🙂
  • nie ma się czego bać, nikt nikogo nie będzie zmuszał do robienia czegoś co wykracza znacząco poza nasze możliwości fizyczne czy psychiczne
  • warto iść na kurs wspinaczkowy! Kurs nauczy nas prawidłowych technik i podstaw. Nawet jeżeli masz gronie swoich znajomych świetnych wspinaczy to pamiętaj, że niekoniczenie muszą mieć zadatki na instruktorów. Mogą nie umieć przekazać wiedzy lub przekazywać ją nie do końca poprawnie. 
  • nie musisz iść na pełny kurs, dostępna oferta jest bardzo bogata. Akademia Wspinania Climb2Change ma w swojej ofercie Climbing Day czyli jednodniowe spotkania, na których można poznać podstawy i spróbować wspinaczki. Na luzie, bez ciśnienia, w miłej atmosferze.
     Na sam koniec tego postu chciałabym Wam serdecznie polecić Akademię Wspinania Climb2Change. Oprócz profesjonalizmu i doświadczenia, instruktorzy zaimponowali mi bardzo indywidualnym podejściem do każdego kursanta i tworzeniem niesamowicie ciepłej atmosfery. Dzięki temu nawet taka wystraszona osoba jak ja mogła nauczyć się tak wiele i dokonać tak ogromnych postępów.
Teraz pozostaje mi jedynie uzupełnić sprzęt i rozpocząć samodzielną przygodę z tym pięknym sportem jakim jest wspinaczka.
prowadzę sobie 🙂 foto: Climb2Change

wyglądam jakbym chciała kogoś złapać na lasso
fot: Climb2Change
obserwowanie poczynań partnera podczas asekuracji
pierwsze kroki we wspinaczce z dolną asekuracją, do tzw pierwszej wpinki jestem asekurowana przez tzw spotowanie. W razie upadku partner kieruje mnie w bezpieczniejszy teren, foto : Climb2Change 
szczęśliwa i wesoła ekipa po ukończeniu drogi :-), foto Climb2Change
2 komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published.