Część z Was, szczególnie ta już biegająca, zapewne mniej lub więcej o smarowaniu nart wie, a przynajmniej co nie co słyszała. A ci, którzy jeszcze z nartami do czynienia nie mieli być może spotkali się z tematem smarowania nart, np. w trakcie relacji z biegów narciarskich w telewizji. Pojawiają się czasem hasła, że zawodniczki danego kraju miały świetnie posmarowane narty, albo odwrotnie, cała reprezentacja ma problemy ponieważ „serwismeni” nie trafili ze smarowaniem.

Serwis nart biegowych, smarowanie nart biegowych
Smarowanie nart biegowych to sztuka
fot. Patryk Chudoba

O co chodzi w tym całym smarowaniu nart?

Najprościej mówiąc chodzi o to, żeby narty dobrze jechały (miały dobry poślizg) i żeby dało się na nich wchodzić pod górę bez konieczności chodzenia na tzw. jodełkę i dawały możliwość odbijania się z nogi na nogę (żeby „trzymały”).
Jak taki efekt uzyskać? Aby zrozumieć jak działa smarowanie, trzeba wiedzieć jak działają biegówki. Można powiedzieć, że spód narty składa się z dwóch części- części odbicia, która znajduję, się mniej więcej na środku narty oraz części ślizgu, czyli cała reszta poza częścią odbicia. Jeżeli popatrzymy na narty z boku to zobaczymy, że są one delikatne wygięte w łuk i odbicie nie dotyka podłoża. I tu właśnie dzieje się magia 🙂 Podczas biegania, stając na jednej narcie będziemy dociskać strefę odbicia do podłoża, co umożliwi nam właśnie wybicie się do przodu, natomiast w fazie jazdy narta będzie jechać na swojej strefie ślizgu. I teraz chodzi o to, żeby nałożyć takie smary, aby obie strefy działały jak najlepiej.

na zdjęciu widać zaznaczoną strefę odbicia
fot. Patryk Chudoba

Jak dobiera się smarowanie?

Zarówno smar na trzymanie jak i na jazdę dobiera się do panujących warunków pogodowo-śniegowych. Sprawdzamy jaka jest temperatura, jaka jest temperatura śniegu, czy śnieg jest mokry czy suchy, czy jest lód, czy śnieg jest puszysty, czy są kryształki, czy pada świeży śnieg, czy warunki na trasie są jednolite. Przy smarowaniu bierze się także pod uwagę charakterystykę trasy oraz styl biegania. Na płaskiej trasie silny biegacz może w zasadzie biec tzw. bezkrokiem (pchanie jedynie rękoma) i wtedy wystarczy narty posmarować jedynie na jazdę. Na konkretnych podbiegać biegaczom będzie zależało na dobrym smarowaniu na trzymanie, aby bez trudu mogli wbiegać pod górkę. Smarowanie dobiera się też indywidualnie do biegacza. Osoba biegającą nienaganną techniką będzie miała inaczej posmarowane narty niż nowicjusz.

Smarowanie nart nie jest łatwe. Poza znajomością podstaw wymaga praktykowania i testowania efektów swojej pracy.

Jak wygląda smarowanie nart?

Tak w uproszczeniu- na wyczyszczoną powierzchnię ślizgu nakłada się specjalną parafinę. Wygląda to tak, że parafinę top się delikatnie na specjalnym żelazku i zmiękczonym fragmentem smaruje powierzchnię narty. Następnie tym samym żelazkiem rozprowadza parafinę na całym ślizgu. Po jakimś czasie parafinę ściąga się specjalną cykliną, a nartę szczotkuje i poleruje. Narta pobiera sobie z parafiny tyle ile potrzebuje. Można to porównać do działania odżywczej maseczki na twarz, albo odżywki do włosów 🙂 Poza parafinami są też inne środki; proszki, mydełka spraye, ale o tym może kiedyś w bardziej specjalistycznym poście. Po przygotowaniu ślizgu (jeżeli nie mamy narty z łuską lub foką) nakładamy smar na odbicie. Smary przypominają kolorowe świeczki. Pocieramy nimi porządnie strefę odbicia, a następnie wygładzamy to i polerujemy specjalnym korkiem. Może być też tak, że trzeba będzie nakładać tzw. klister, czyli smar w tubce (np. na oblodzoną trasę) i wtedy taki smar nakładamy na ciepło, np przy użyciu żelazka. Jest też spora ilość niekonwencjonalnych produktów do smarowania np. smary na jazdę w sprayu, ale z tego co się orientuję to wiele osób traktuje je raczej jako opcje awaryjne.

Czy wszystkie narty trzeba smarować?

Wszystkie narty wymagają pielęgnacji i jeżeli chcemy, aby narty dobrze jechały to bez względu na posiadany typ narty powinno się je smarować „na jazdę i pielęgnować spód narty. Są natomiast narty, które nie wymagają smarowania „na trzymanie”. Są to narty z tzw. łuską, narty „zero” z mikrołuską, oraz z technologią zapożyczoną z nart skiturowych, czyli z tzw. foką

Narty z tzw. łuską. „Łuska” w strefie odbicia zapewnia dobrą przyczepność w każdych warunkach, bez konieczności nakładania smarów.
fot. Decathlon
Narty biegowe z technologią twin skin zainspirowaną nartami skiturowymi.
fot. bieginarciarskie.com.pl
Narty „zero” z mikrołuską w strefie odbicia. Takie narty będą działać w temperaturach około zera oraz na świeżym śniegu.
fot. bieginarciarskie.com.pl

Narty do smarowania czy nie? Co wybrać?

Osobiście uważam, że żadne narty z łuską czy foką nie zastąpią turbo dobrze posmarowanych nart. Problem polega jedynie, albo aż na tym, że muszą być faktycznie dobrze posmarowane. Zdobycie wiedzy i doświadczenia w smarowaniu nart może zająć nam naprawdę kawałek czasu i może się okazać, że jakoś nie czujemy do tego mięty. Samo smarowanie zajmuje też czas co nieraz może być problematyczne jeżeli chcemy zrobić szybki wyskok na trening. Niestety smarowanie wiąże się też ze sporymi wydatkami. I tu wkraczają właśnie ułatwienia w postaci fok i łuski. Będą one dla nas szczególnie łaskawe przy warunkach śniegowych trudnych do smarowania nart (mokry śnieg, oblodzenia, zmienna pogoda). Dlatego nie mówię „nie” i ostatnio sama zaopatrzyłam się w parę nart z foką, które zamierzam stosować jako dodatkową parę treningową. W między czasie natomiast uczę się serwisu i smarowania nart i mam nadzieję, że z czasem zdobędę umiejętności, które pozwolą mi samodzielnie opiekować się moimi kochanymi nartkami.

Czy działają jakieś serwisy nart?

Przy większości tras narciarskich działają serwisy, gdzie możemy uzyskać pomoc w pielęgnacji i smarowaniu nart. Ja osobiście korzystam z pomocy trenera Patryka Chudoby, oraz niezastąpionego pana Adama w wypożyczalni Turbacz XC w Obidowej.

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.