Dzisiejszy post jest jednocześnie historią dwójki młodych ludzi, których poznałam dzięki „biegówkom” oraz podziękowaniem w kierunku osoby, która dla tego pięknego sportu zrobiła w Polsce niesamowicie dużo. Zapewne możecie się domyślić, że chodzi o Justynę Kowalczyk. Jej wspaniała sportowa kariera, oddanie i wysiłek sprawiły, że miliony Polaków zwróciły uwagę na istnienie takiego sportu jak biegi narciarskie. Myślę też, że mogę śmiało powiedzieć, że dzięki Niej tysiące ruszyły, aby spróbować swoich sił i rozpocząć przygodę z bieganiem na nartach.

fot. Getty, TVP Sport

Dziś chciałam Wam przedstawić Gabi i Piotrka, których poznałam właśnie dzięki biegówkom. Choć każde z nich mieszka zupełnie w innym mieście i zajmuje się totalnie czym innym, łączy ich jedno- miłość do nart biegowych zainspirowana Justyną. Gabi i Piotrek zgodzili się napisać dla mnie kilka słów o sobie i opowiedzieć jak zrodziła się ich pasja i jaką drogę przeszli ku realizacji swoich marzeń.

„Przez moment być jak Justyna”- Gabriela Koziara

Moja pasja do biegów narciarskich jest ściśle związana z osobą Justyny Kowalczyk. Przez tych kilka lat oglądania Jej występów na trasach i podziwiania spektakularnych osiągnięć, stała się dla mnie Idolką i wzorem do naśladowania. Biegi narciarskie pokazał mi Dziadek. To właśnie z Nim obejrzałam swoją pierwszą transmisję z MŚ w Oslo 2011 – bieg na 10 km techniką klasyczną. Zapadł mi on szczególnie w pamięci, bo Justyna po pięknej walce do samego końca, do ostatnich finiszowych metrów, musiała uznać wyższość Marit Bjoergen i zadowolić się srebrnym medalem.

Justyna Kowalczyk
Gabi ze swoją Idolką- samą wspaniałą Justyną Kowalczyk

Te wielkie emocje, towarzyszące mi wtedy sprawiły, że od tamtej pory biegi stały się dla mnie, dziesięcioletniej wówczas dziewczynki, pozycją obowiązkową do oglądania w każdy weekend. Im bardziej zaczęłam w ten sport „wsiąkać”, tym bardziej korciło mnie, by samej spróbować na tych nartach „biegać”. Poczuć, jak to jest być biegaczką narciarską, przez moment być jak Justyna.

Gabi pierwszy raz na nartach biegowych

I tak w 2013r. po raz pierwszy założyłam narty na nogi i „pobiegłam”. Nie obyło się bez przewrotek, siniaków i śniegu pod kurtką. Trudno też było niekiedy się po tych upadkach podnieść i z tymi nartami jakoś pozbierać (nartki są dość długie i nie jest to taka prosta sprawa). Poza tym w wieku 12 lat nie miałam kondycji i siły, by pokonywać kilometrów na trasie, więc wiązało się to z koniecznością robienia sobie przerw co kawałek. Zimy stawały się coraz to mniej obfitsze w śnieg, a nawet jak łaskawie spadło go nieco więcej, to tory robiłam sobie sama w lesie w mojej miejscowości (co też kosztowało sporo energii). Ponieważ niewiele rzeczy jest mnie w stanie jakoś szczególnie zniechęcić, to próbowałam, podpatrywałam technikę u Justyny (narciarski garb to podstawa :)) i zaczęło mi to wychodzić coraz lepiej i lepiej. Po pewnym czasie odkryłam Obidową –raj dla wszystkich biegaczy amatorów, gdzie panuje doskonały mikroklimat i można się ślizgać/chodzić/biegać w świetnie wyżłobionych torach na urokliwej trasie, prowadzącej na szczyt Turbacza.

marzenia stają się pasją, a Gabi szybko stała się ambitną biegaczką narciarską

Zdecydowałam się też na kupno nartorolek, aby móc pozostać w tej biegówkowej konwencji przez cały rok. Zainteresowałam się także treningiem siłowym, zaczęłam biegać interwały, słowem wkręciłam się na maxa, bo obrałam sobie ambitny, jak dla mnie wówczas (w 2019) cel, czyli wybiegnięcie (czytaj:wyczołganie się ;)) na wspomniany Turbacz – najwyższy szczyt Gorców. Bieg ukończyłam, czułam wieeeelką satysfakcję, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia, obiecałam sobie, że za rok wrócę z powrotem. I tak siła nawyku, że trening zrobić chcę, a nie muszę – bo to przyjemność 🙂 została ze mną i ciągle jest. Dzięki temu, że cały rok jestem aktywna, moje samopoczucie jest dużo lepsze, mam w sobie masę pozytywnej energii i dużo się śmieję (to akurat ewidentna zasługa nartek– spójrzcie tylko na naszą Justynę ;)).

Nie jest tajemnicą, że rywalizacja i współzawodnictwo dają dodatkowej motywacji i kopa, dlatego w swojej przygodzie z nartkami zaliczyłam jeszcze start w Pucharze Kościeliska oraz ponownie na Turbacz w ubiegłym roku. Tej zimy, o ile pogoda i sytuacja epidemiczna pozwolą, również chciałabym spróbować swoich sił na zawodach. I to nie byle jakich, największe wyzwanie czeka na mnie w marcu 😉

trening i motywacja przynoszą wspaniałe rezultaty

W tej swojej pasji zawsze byłam nieco osamotniona. Może dlatego, że gdy ludzie słyszą „narty”, pierwsze co przychodzi na myśl to zjazdówki, stok i góry. Fenomen Justyny Kowalczyk sprawił jednak, że narciarstwo biegowe w Polsce rozpowszechniło się na szeroką skalę, co widać choćby w Klikuszowej (Centrum Narciarstwa Biegowego), gdzie ilekroć jestem, widzę coraz to więcej uśmiechniętych twarzy, na czele z dzieciakami. Bo narty to też społeczność, to my wszyscy – zapaleńcy i pasjonaci, na czele z Karoliną, którą niezwykle podziwiam, której kibicuję i za zaproszenie do napisania tych kilku(dziesięciu) słów, bardzo dziękuję 🙂

A ja oczywiście kibicuję Tobie bardzo mocno Gabi i trzymam kciuki za wszystkie wyzwania i oraz masę sportowej radości i satysfakcji. Dziękuję, że opowiedziałaś o swojej miłości do nart <3

Piotr Kasprzak- „Moje życie odmieniło się dzięki nartom biegowym”

Jestem Piotrek. Przeszedłem przez szkołę podstawową, gimnazjum i liceum jako osoba antysportowa i chorowita. Jedyna aktywność, której się podejmowałem, to wycieczki górskie. Pewnego dnia rodzice włączyli transmisję biegów narciarskich. Pokazywany był uphill na Alpe Cermis, którym kończy się słynny cykl, Tour de Ski. Wówczas Justyna Kowalczyk, nasza narodowa duma, wyprzedzała Petrę Majdic, osiągając zwycięstwo w tych prestiżowych zawodach. Zarówno Justyna, jak i inne zawodniczki, zaimponowały mi niesamowicie. Od tego czasu przyglądałem się biegom narciarskim, ale byłem trochę rozczarowany, że podczas innych zawodów nie ma tak ciężkich podbiegów.

Piotrek z Justyną Kowalczyk

Fascynacja tym sportem powoli się rodziła, jednak długo nie było mi dane samemu tego spróbować. Po około dwóch latach wybrałem się z tatą na ferie do Zakopanego. Wypożyczyliśmy biegówki i biegaliśmy po Równi Krupowej. Kilka razy wybraliśmy się też do Kościeliska, Chochołowa. Zdarzało nam się również biegać po tatrzańskich szlakach turystycznych, m.in. Doliną Suchej Wody. Niestety odległość między moim miejscem zamieszkania a jakimikolwiek trasami biegowymi była bardzo duża. Wiedziałem, że muszę czekać do kolejnych ferii zimowych. W międzyczasie coraz bardziej kibicowałem Justynie, oglądałem wszystkie transmisje, angażowałem się w każde zawody, a nawet stworzyłem na facebooku fanpage poświęcony sukcesom polskiej Mistrzyni. Kolejna zima to moja pierwsza wizyta w Jakuszycach. Niestety, śniegu było jak na lekarstwo, a w międzyczasie rozgrywany był Puchar Świata, stąd przygotowanych tras było mało i były one mocno oblegane. Pomiędzy zawodowcami z innych krajów biegałem ja ubrany w jeansy i puchową kurtkę. To wszystko musiało wyglądać zabawnie, a wręcz kompromitująco. Na twarzach ludzi, którzy siedzą w tym sporcie, widziałem śmiech i zażenowanie. Jednak wtedy zupełnie mi to nie przeszkadzało.

Piotruś z Sylwią Jaśkowiec

Kolejna zima stanowiła przełom. Rozpocząłem studia we Wrocławiu. Dlaczego akurat tam? Otóż, chciałem co weekend wyskakiwać z Wrocławia do Jakuszyc i cieszyć się biegówkami. Postanowiłem wystartować w amatorskich zawodach. Byłem wówczas bardzo słaby, absolutnie nic nie trenowałem latem. Jednak rozwijałem się szybko i pozwoliło mi to zajmować miejsca w pierwszej połowie klasyfikacji. To wtedy poznawałem innych pasjonatów narciarstwa biegowego. Spotykanie znajomych twarzy co weekend sprawiało bardzo dużo radości. W kolejnych latach tak bardzo spodobała mi się rywalizacja, że postanowiłem przygotowywać się również wtedy gdy śniegu nie ma. Zacząłem biegać, wykonywać ćwiczenia siłowe. W późniejszych latach przygotowywałem się do zimy także na nartorolkach.

Piotrek, Eliza i ja z Justyną Kowalczyk

Wszystkie te działania dawały efekt, gdyż stawałem się coraz lepszy. W mojej głowie narodziła się potrzeba rozwoju i tego, aby pokonywać kolejne bariery, m.in. czasowe. Aktualnie ciągle jestem na krzywej rosnącej, mam ambitne plany na przyszłość, chcę czerpać radość z treningów, rywalizacji oraz bitew o najwyższe pozycje podczas zawodów.

Piotrek, Eliza i Ja z Jankiem Antolcem

Moje życie odmieniło się dzięki nartom biegowym, zyskałem bardzo konkretny cel, który nadaje mu sens. Staram się prowadzić sportowe życie, do którego oprócz treningu, dokładam w miarę zdrowe odżywianie i inwestowanie w sprzęt. Od zeszłego sezonu jeżdżę w zimowe weekendy po Polsce, rywalizując w Pucharze Polski Amatorów. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, czego aktualnie doświadczam – robienie planów logostycznych (jak dojechać, gdzie nocować), kupowanie nowych, bardziej aerodynamicznych strojów, nauka smarowania nart, kupowanie sprzętu trudniejszego i bardziej profesjonalnego – to wszystko dzieje teraz i daje dużo szczęścia i pewności siebie. Zachęcam wszystkich do poznawania swoich mocnych stron i pasji. Nigdy nie jest za późno, żeby znaleźć zajawkę, która daje ogrom szczęścia.

Piotrek jest serio niesamowity- przemiły człowiek i bardzo zaangażowany i ambitny zawodnik. Piotruś życzę Ci samych sukcesów i dziękuję, że podzieliłeś się z nami swoją pasją do tego sportu.

Serdecznie Was zachęcam do śledzenia Gabi i Piotrka- możecie obserwować ich na Instagramie: Gabi @gabika_6 , Piotrek @na_biegówkach

1 Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.