W ostatnim poście podzieliłam się z Wami słodko-kwaśnymi odczuciami odnośnie Mistrzostw Polski Amatorów, a tym razem będzie chyba jeszcze „lepiej”.

Na wstępnie opowiem Wam najpierw o samych zawodach. Memoriał Michonia to należąca do cyklu Biegu Piastów konkurencja na dystansie 15 kilometrów, rozgrywana techniką klasyczną. Bieg poświęcony jest pamięci zmarłego w 2016 roku Stanisława Michonia, polskiego biegacza narciarskiego, medalisty Mistrzostw Polski i kilkukrotnego tryumfatora Biegu Piastów. W tym roku odbyła się IV edycja biegu i została włączona do Pucharu Polski Amatorów jako ostatni bieg. Mamy więc Puchar Polski Amatorów i największy i najbardziej prestiżowy cykl biegów narciarskich, festiwal narciarstwa biegowego- Bieg Piastów.

pamiątkowe medale dla uczestników IV Memoriału Stanisława Michonia w ramach 44. Biegu Piastów
fot. Krzysztof Gulbinowicz

Nawet nie wiecie jak bardzo czekałam na to wydarzenie! Po „piętnastce Michonia” czekał mnie jeszcze Bieg Piastów na dystansach 6 i 25 km, ale to właśnie „Michoń” był TYM biegiem. Zakończenie sezonu pucharowego, uwieńczenie 12 miesięcy ciężkiej pracy, podsumowanie, ostatni bieg w Pucharze Polski Amatorów i trwającej 3 miesiące tułaczce od startu do startu.

IV Memoriał Stanisława Michonia w ramach 44. Biegu Piastów miał się odbyć w niedzielę, 23 lutego. Ponieważ odwołano zawody w Lubawce, które zaplanowane były na dzień wcześniej, postanowiłam do Szklarskiej Poręby i Jakuszyc przyjechać już w czwartek 20 lutego. Jakuszyce jak zwykle przywitały mnie szarugą, pogoda na najbliższe dni treningowe i zawody zapowiadała się raczej marnie. Nie przejęłam się zbytnio i jak zwykle, megapodekscytowana robiłam swoje. Dzień przed zawodami oddałam moje narty do serwisu w wypożyczalni Fischer, gdzie szczegółowo omówiłam ich przygotowanie. Prognozy pogody były straszne…

…i do tego się sprawdziły. W dzień zawodów lało jak z cebra. To nie była mżawka, po prostu lało. Do Jakuszyc przyjechałam dość wcześnie, ale moje obawy o miejsca na parkingu były raczej niezasadne. Wielu zawodników zrezygnowało ze startu w taką pogodę. Z pewnych powodów nie czułam się tego dnia najlepiej, prawie nie spałam w nocy i serio sama miałam poważne przemyślenia, czy po prostu nie zawrócić do mieszkania. Po godzinie siedzenia w samochodzie ubrałam na siebie worek foliowy (dziękuję Dobry Duszku) i ruszyłam po narty… i na rozgrzewkę. „Ostatnie zawody Pucharu, nie można się poddawać” pomyślałam i ruszyłam na start.

Niestety tego dnia start nie odbywał się z sektorów i nie było żadnego ustawienia zawodników. I niestety podczas, gdy część zawodników się rozgrzewała, spora część (niekoniecznie ścigaczy) ustawiła się na starcie. W efekcie przez kilka dobrych minut musiałam się przedzierać przez tłum.

mała, żółta pszczoła już rozpoczyna roszady
fot. Krzysztof Gulbinowicz
i agresywnie rusza do ataku…
fot. Krzysztof Gulbinowicz

Początek biegu był dla mnie bardzo stresujący. Przepychanie się przez tłum, wyprzedzanie zawsze zabierają bardzo dużo energii, a robienie tego na samym początku zawodów jest wyjątkowo dobijające. Na szczęście miałam dobrze opanowaną i opracowaną trasę. Już po chwili uspokoiłam emocje i weszłam w dobry rytm. Pchać, pchać, pchać, podbieg, podbieg, docisnąć, pchać… Pomimo porannego złego samopoczucia wola walki powróciła. Narty miałam dobrze przygotowane, pomimo strug zimnego deszczu cisnęłam do przodu. Na trasie spotkała mnie tez bardzo miła sytuacja. Znajomy instruktor i trener, Piotr „Abdul” Tarasiewicz, z własnej inicjatywy czekał na mnie na trasie z piciem. Takie sytuacje są niezwykle miłe i dodają mega kopa do działania.

Piotr „Abdul” Tarasiewicz, za pasem prawdopodobnie pićku dla mnie 🙂
fot. Krzysztof Gulbinowicz

Biegło mi się wyjątkowo dobrze. W zasadzie nie czułam ani zimna ani deszczu. No może z wyjątkiem krótkiej chwili, gdy na około 10 kilometrze, na otwartej przestrzeni trochę mocniej powiało i na moment zrobiło mi się bardzo zimno. Ale d mety było już wtedy taaaak blisko- 5 kilometrów i to po płaskim lub w dół 🙂

mapka trasy pobrana z urządzenia Garmin
profil trasy pobrany z urządzenia Garmin

Zawody ukończyłam z czasem 1.08.14 jako 12 kobieta na mecie (na 118 zawodniczek). W mojej kategorii wiekowej zajęłam IV miejsce, w kategorii Pcharu Polski Amatorów (pierwsza zawodniczka w mojej kategorii wiekowej jest Czeszką) zajęłam III miejsce. Moja radość była nie do opisania! Marzenie o podium na biegu należącym do Biegu Piastów miało się spełnić!

Ten uśmiech oznacza zbliżającą się metę. Po kolorze widać, że mój strój jest totalnie przemoczony. Na dworze są 2 stopnie ciepła, a ja pod tą lycrą nie mam nic. Powiem Wam, że kilkanaście minut po zawodach, gry próbowałam się osuszyć i ogrzać, było dramatyczne.
fot. Krzysztof Gulbinowicz

I taki psikus bo miało, ale się nie spełniło. Nie stanęłam na podium na III miejscu w kategorii wiekowej w ostatnich zawodach Pucharu Polski Amatorów, bo Organizatorzy nie byli w żaden sposób na to przygotowani. Bieg Piastów miał nagrody dla zawodników w OPEN, ale nie otrzymał niczego od Polskiego Związku Narciarskiego odnośnie Pucharu Polski, na pucharowe kategorie. Co prawda regulamin nic nie mówił o dekoracji kategorii PPA, ale we wszystkich wcześniejszych biegach te dekoracje były z uwagi na, przyznawane do Pucharu, punkty. A tu, na ostatnim biegu, na biegu podczas tak prestiżowej imprezy jaką jest Bieg Piastów- totalnie nic. Medal, statuetka to piękne, ale i kosztowne upominki, no ale żeby choć dyplom, wyczytanie na podium, uścisk dłoni? Stałam godzinę w marznącym deszczu i patrzyłam jak dziewczyny z Wojska Polskiego otrzymują piękne nagrody (Wojsko Polskie miały swoje mistrzostwa podczas „Michonia”), a ja mając lepszą lokatę nie dostałam nic. Bardzo się cieszę z sukcesów koleżanek zawodniczek i nie chodzi tu o zazdrość. Ale nie będę ukrywała, że było to przykre doświadczenie. Po tylu miesiącach ciężkiej pracy, wyrzeczeń, po trzech miesiącach tułania się od startu do startu, na tych ostatnich zawodach będących ukoronowaniem cyklu zostaliśmy olani. Co z tego, że za tydzień miała się odbyć dekoracja całego Pucharu? Zawody obyły się w tym konkretnym dniu i w tym konkretnym dniu włożyliśmy/ włożyłam kawał roboty i serca. Na szczęście mam niesamowitą satysfakcję i rozpiera mnie, bo choć na podium nie stanęłam, to wiem, że zasłużyłam na nie w 100 procentach!

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.